List z życzeniami świątecznymi. Żywy lub martwy.

Drogi Czytelniku.

W polskiej tradycji niezwykle silnie zakorzenione są obchody dwóch listopadowych świąt: Wszystkich Świętych i Święta Zmarłych (oczywiście obchodzimy też 11 listopada Święto Narodowe, ale należy ono do innej kategorii dni świątecznych). Zazwyczaj z dumą podkreślamy nasze przywiązanie do tej tradycji i praktykujemy masowe odwiedzanie grobów bliskich nam zmarłych. Niejednokrotnie całymi rodzinami pielgrzymujemy na cmentarze, aby zapalić tam znicze i położyć kwiaty. Nie trzeba też dodawać, że często jest to również okazja do towarzyskich i rodzinnych spotkań. Mimo całego tego blichtru podkreślamy, iż są to święta refleksji i zadumy związanej z przemijaniem.

Korzystając więc z tej okazji i tego nastawienia zapraszam Cię do refleksji.

Czy nie uważasz, że to ciekawe, iż zgodnie z tradycją istnieją właśnie dwa takie święta? Choć w praktyce wielu osób zlewają się one w jedno. Skoro mamy już jednak takie święta pozwól, że w tym Liście złożę Ci serdeczne życzenia okazji święta 1 listopada. Składam Ci je oczywiście jeśli jesteś świętym. Jeśli nim nie jesteś życzę Ci abyś jak najszybciej “stał się” świętym.

Oczywiście moje słowa mogą wydać Ci się szokujące. W końcu nasza tradycja i kultura przyzwyczaiła nas do zupełnie innego rozumienia słów “święty” i “martwy”. Ja jednak nie posługuję się nimi w tradycyjnym znaczeniu. Myśląc o “świętym” nie mam na myśli smutnego pana z aureolką znanego z licznych obrazków. A raczej nie tylko jego. Myślę o biblijnym, nowotestamentowym znaczeniu tego słowa – święty = zbawiony. W Biblii “świętym” jest tylko Bóg. On jest święty sam z siebie. Świętość jest naturą Boga. Tak jak miłość, dobroć, wszechmoc. Słowo “święty” (hebr. Kodesz) oznacza “całkiem inny”, “oddzielony”, jest bliskoznaczne ze współczesnym “transcendentny”. Nie ma więc znaczenia moralnego, jak często potocznie się go używa. Określa ono Boską naturę, Osoby całkowicie odmiennej, oddzielonej od nas.

Biblia nazywa jednak świętymi także ludzi! Czytając Listy Apostolskie, znajdziemy w nich nagłówki, takie jak:

Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł (…) do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie…” (List do Rzymian 1, 1.7)

Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie, którzy są w Filippi, wraz z biskupami i diakonami…” (List do Filipian 1,1)

Paweł pisywał swoje listy do członków lokalnych kościołów w miastach imperium rzymskiego. Adresował je do świętych w danym mieście. Innymi słowy uważał członków tych kościołów za świętych. Tak, też jest w rzeczy samej. Święty to członek Kościoła.

Powstaje tutaj pytanie, kto jest członkiem kościoła? Czy wystarczy być wpisanym na jakąś listę, aby być świętym? Otóż nie. Członkostwo w Kościele (a więc i świętość) łączyły się w czasach Pawła z wiarą. Aby być członkiem Kościoła należało wierzyć w to, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym, którego Bóg “dał, aby każdy kto w niego uwierzy nie umarł, ale miał życie wieczne” (Ewangelia św. Jana 3,16). Należało wyznawać wiarę w Chrystusa jako Zbawiciela ludzkich grzechów. Należało w związku z tą wiarą zmienić swoje postępowanie. Zrezygnować w swym życiu z tego wszystkiego co jest grzechem, odwrócić się od zła, prosić Boga o wybaczenie wszelkiego złą jakie w życiu się popełniło. Rozpocząć całkowicie nowe życie. Ten proces Nowy Testament nazywa “pokutą” lub “upamiętaniem” (w języku greckim w jakim napisano Nowy Testament – “metanoia”). Nie chodziło jedynie o odprawienie jakieś formuły modlitewnej, czy o umartwianie siebie, co zwykle rozumiemy pod słowem “pokuta”; ale o całkowitą zmianę myślenia, zwrot o 180 stopni. W końcu nikt nie rodzi się “świętym” i nikt sam z siebie nim zostać nie może. Potrzebna była pokuta, prośba o Bożą pomoc i wsparcie. Wtedy to sam Bóg w Osobie Ducha Świętego wkraczał w życie takiej osoby i sprawiał, że “rodziła się na nowo”. Zamieszkiwał w jej sercu i dodawał sił w wytrwaniu w tym postanowieniu naśladowania Chrystusa. Proces ten miał swój punkt kulminacyjny w postaci chrztu, który był symbolem śmierci starego grzesznego człowieka i narodzin nowego świętego. O tym pisał apostoł Paweł w Liście do Rzymian:

“Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) Dawny nasz człowiek został razem z nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu.” (List do Rzymian 6,3-7)

Tak wyglądał w czasach Pawła “przepis na świętego”. Piszę “wyglądał”, ale on nadal tak “wygląda”. Od tych blisko 2000 lat nic się nie zmieniło (Bóg nie zmienia zdania w tak istotnych kwestiach). Nadal jest to osiągalne dla każdego człowieka. “I ty możesz zostać świętym” – powinno brzmieć hasło wypisane na transparentach zawieszanych na kościelnych budynkach. Zostać świętym nie mocą swojej własnej sprawiedliwości, swoich usilnych starań i podkręconej na wyżyny osobistej moralności. Zostać świętym dzięki Bożej łasce. Bo na nic nasze starania. Nigdy samodzielnie nie zyskamy świętości. Daje ją tylko Bóg, który jest źródłem świętości i który jako jedyny jest święty sam z siebie, ze swej natury.

Miało być jednak refleksyjnie. Musi więc być troszkę o śmierci. Niestety, tutaj pojawia się zła wiadomość. Otóż Biblia naucza, że jeśli nie jesteś świętym, jesteś martwy…

Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” – (List do Rzymian 6,23) napisał apostoł Paweł. Wyraził tymi krótkimi słowami prawdę o ludzkiej kondycji i konsekwencjach nieposłuszeństwa wobec Boga. Człowiek grzesząc, a więc będąc nieposłusznym wobec swego Stwórcy, popełniając przestępstwo wobec Jego praw, popełniając po prostu zło umiera. Umiera najpierw w sposób duchowy, oddalając się od Boga, który jest źródłem życia. Później naturalnie w sposób fizyczny. Owa śmierć jest związana z oddzieleniem od Boga. Grzech jest barierą, która oddziela człowieka od Boga – źródła życia. Jest niczym choroba, rak toczący ludzkie ciało. Stopniowo opanowuje je całkowicie i prowadzi do śmierci.

W Starym Testamencie powiązanie grzechu ze śmiercią było zaznaczone niezwykle wyraźnie. Oto przykazania Tory (pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu) przewidywały karę śmierci przez ukamienowanie za niektóre, najcięższe grzechy: za cudzołóstwo (5 Księga Mojżeszowa – Powtórzonego Prawa 22,22-24), za bałwochwalstwo groziła śmierć, podobnie za morderstwo (3 Mojżeszowa - Kapłańska 24,17. Śmierć groziła nieposłusznym i krnąbrnym dzieciom (5 Mojż. 21, 18-21). Śmiercią karane było niedotrzymanie sabatu (4 Mojżeszowa – Księga Liczb 15,31-36) oraz praktykowanie pogańskich zwyczajów religijnych (3 Mojż 20, 1 i nn.). Śmierć przez ukamienowanie była środkiem, który miał za zadanie w sposób fizyczny pokazać Izraelitom duchowy wymiar grzechu. Każdy grzech, nawet najmniejszy powodował duchową śmierć winnego. Cena za popełnienie tego grzechu była zawsze olbrzymia. W najlepszym wypadku była nią śmierć zastępcza zwierzęcia ofiarnego złożonego w świątyni jako przebłaganie za grzechy.

Nowy Testament także podkreśla, iż śmierć jest konsekwencją grzechu. Grzesznik jest w nim określany jako człowiek martwy. Kiedy do Jezusa podchodzi jeden z uczniów i deklaruje, że pójdzie za nim wszędzie, jednak pragnie wpierw pochować swego ojca (pozostać z ojcem, aż do czasu jego śmierci – wypełnić synowski obowiązek), Jezus odpowiada:

Pójdź za mną, a umarli niechaj grzebią swoich umarłych” (Ewangelia św. Mateusza 8, 22)

Jezus uważa, że istnieją ludzie umarli, martwi. To wszyscy ci, którzy nie przyjęli go jako Mesjasza, którzy trwają w swoich grzechach, którzy są dalecy od Boga. Jezus pragnie od swych uczniów, aby nie ograniczali się jedynie do przebywania ze swymi bliskimi, czy w ogóle z innymi ludźmi. Pochowanie ojca pozostawia ludziom martwym – tym, którzy Go odrzucają. Uczeń Chrystusa nie może się jedynie do tego ograniczać. Ma “iść za Jezusem”. Ewangelista Łukasz opisując to wydarzenie nieco inaczej cytuje słowa Jezusa : “Niech umarli grzebią umarłych swoich, lecz ty idź i głoś Królestwo Boże.” Zadaniem ucznia Jezusa, człowieka żywego, świętego, odrodzonego jest więc głoszenie ewangelii, głoszenie nadejścia Królestwa Bożego.

Ano właśnie – ewangelii. Może teraz zapytasz - czym więc ona jest? Niczym innym tylko dobrą nowiną o tym, że Jezus Chrystus, Syn Boży, stał się człowiekiem, jedynym, który nigdy, podczas całego swego życia nie zgrzeszył. Człowiekiem, który uczynił się ofiarą za grzechy wszystkich ludzi na świecie, także twoje. Umarł na krzyżu biorąc je na siebie. Jedyny niewinny skazany za przewinienia milionów. Oto ewangelia! Oto dobra nowina! Przyjmując ofiarę Chrystusa, ten wielki dar, stajesz się świętym! Nie musisz być już martwy!

Biblia nie pozostawia nam specjalnie wielkiego wyboru co do naszego stanu. Albo jesteś święty – a więc należysz do Boga, albo jesteś martwy – a więc oddzielony od Boga.

Możesz jednak powiedzieć, że przecież owi “święci” też umierają, więc co za różnica, wszystkich ludzi czeka ten sam los.

Nie do końca. Dla świętych śmierć jest przepustką do innego życia, życia wraz z Bogiem. Wiecznej społeczności ze źródłem wszelkiego dobra, miłości i piękna. Dla “martwych” fizyczna śmierć też jest wstępem do śmierci wiecznej. Wiecznego umierania. W swym objawieniu święty Jan napisał:

I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste to druga śmierć. I jeśli ktoś nie był zapisany w księdze żywota, został wrzucony do jeziora ognistego” (Obj. 20,14-15)

Do której grupy należysz? Czy jesteś martwy, czy święty? Kiedy obchodzisz swój dzień – pierwszego czy drugiego listopada?

Z poważaniem Jurek

 

P.S. I Może uznasz, że tylko korzystam z okazji święta zmarłych i straszę cię piekłem. Otóż nie. Jak mogłeś przeczytać w cytowanym wyżej fragmencie Objawienia św. Jana piekło też zostanie wrzucone do jeziora ognistego. Razem z wszystkimi demonami i diabołami jakich tylko jesteś sobie w stanie wyobrazić. Nie mam zamiaru cię straszyć. Raczej zachęcić i dać nadzieję.

P.S. II Jeśli pragniesz zostać świętym pomódl się do Boga. Własnymi słowami wyznaj, że byłeś grzeszny, ale teraz pragniesz się od tego odwrócić i potrzebujesz Jego pomocy. Wyznaj wiarę w Jezusa i poproś Go o obecność w Twoim życiu. Możesz skontaktować się z osobą, która dała ci ten artykuł do przeczytania, lub z innym świętym, którego znasz.