W poszukiwaniu zaginionych świąt

Już dwudziesty grudnia, a wokół jakby mało świątecznie. Właściwie poza śniegiem, puchową kołdrą okrywającym codzienną szarość miasta, nic nie zwiastuje nadejścia Bożego Narodzenia. Nie widać choinek na wystawach sklepowych, nie ma czerwonego stroju Mikołaja ani lampek błyskających do przechodniów z każdego rogu ulicy. Czyżby ktoś ukradł Święta? Przechodnie zdezorientowani rozglądają się wokół, szukając znajomych oznak zbliżającej się gwiazdki.

Już dwudziesty czwarty grudnia – Wigilia. Przyszła odwilż, świat przybrał wszystkie odcienie szarości, wilgotna mgła zasnuła miasto. Przechodnie chodzą ulicami wyraźnie zasmuceni, jakby czegoś szukali. Niektórzy przeglądają okładki kolorowych czasopism, inni spoglądają w zachmurzone niebo, na przystankach i w sklepach słychać pytania i opinie: “Co stało się z Bożym Narodzeniem? Nigdy nie było tak smutno w Wigilię. Dlaczego nie wystawili choinki i nie zapalili świateł? Moje dziecko płacze bo w supermarkecie nie było Mikołaja! Skandal!”

Już dwudziesty piąty grudnia - stajnia na obrzeżach miasta Betlejem, wewnątrz słychać posapywanie zwierząt, pobekiwanie owiec, na zewnątrz wieje wiatr wzbijający w powietrze tumany kurzu. Jest późna godzina, wszyscy są już w swoich domach, przechodnie zdążyli znaleźć schronienie przed nocą w pobliskich gospodach i tylko pasterze czuwają przy ogniskach nad swoimi stadami.

Do stajni zbliżają się jacyś ludzie.
W ciemnościach widać jedynie ich kontury. Słychać cichy jęk kobiety. Idzie powoli zgięta wpół, podtrzymywana przez mężczyznę, który pociesza ją słowami: “Już jesteśmy bezpieczni Mario, wytrzymaj jeszcze chwilę”. Maria jest w ciąży, znaleźli tę stajnię w ostatniej chwili przed porodem. Oboje bardzo martwili się, że nie zdążą znaleźć schronienia, teraz
mąż Marii dziękuje Bogu za tak wspaniałe błogosławieństwo.
Po pewnym czasie w stajni rozlega się przenikliwy płacz niemowlęcia. Maria urodziła syna, mąż Marii bierze go na ręce i podaje matce.

To skromne, ciemne miejsce bez suto zastawionego stołu, bez Świętego Mikołaja, bez kolęd i opłatka, bez prezentów, choinki, a nawet śniegu jest mimo to miejscem największej radości – radości matki z narodzenia syna i radości dla całego świata z narodzin Zbawiciela.

Dwudziesty szósty grudnia - niektórzy dalej snują się po ulicach w poszukiwaniu Świąt, inni siedzą w domach, zastanawiając się po co to wszystko jeśli nie ma choinki. Są też domy gdzie mimo ubogiego stołu panuje prawdziwa radość, bo tam właśnie narodził się Zbawiciel.

Anna Waluś