10 lat pracy duszpasterskiej
W tym roku nasz kochany pastorek Fryderyk kończy 10 lat swojej pracy jako duszpasterz. Życie jego obfitowało w różnego rodzaju wydarzenia. Na pewno jest wiele rzeczy, o których sam chciałby opowiedzieć, o tym czego się nauczył przez ostatnie dziesięć lat. W obszernej rozmowie z Anią Waluś opowiedział o swoich pierwszych latach chrześcijaństwa oraz o tym, czego się uczył od innych i co pomogło mu w stawaniu dalszych kroków.
Opowiedz jak zostałeś duszpasterzem i pastorem KZCH w Łodzi?
W 1990 r. skontaktowałem się z Andrzejem Bajeńskim, moim wykładowcą z seminarium. Wtedy na okres zostaliśmy placówką Chrześcijańskiej Społeczności w Warszawie. Był to dobry czas. Do naszej społeczności należeli ludzie młodzi, ja byłem najstarszą osobą. Relacje w grupie były przyjacielskie. W 1993 r. decyzją naszą i w porozumieniu z Chrześcijańską Społecznością w Warszawie, zostaliśmy samodzielnym zborem. Do tego czasu byłem duszpasterzem, kierownikiem placówki. Teraz zostałem duchownym z tytułem ewangelisty. Trwało to do mojej ordynacji na pastora 1.10.1995 r. Wtedy zostałem pastorem tej społeczności, której jestem założycielem.
Czy spodziewałeś się, że zostaniesz pastorem, kiedy stawiałeś pierwsze kroki w wierze?
Kiedy nawróciłem się 17 lat temu, miałem świadomość, że zostanę pastorem. Nie wyobrażałem sobie biernego siedzenia w ławce. Nie chodziło mi o pozycję, ale o zaangażowanie. Zawsze byłem postrzegany jako organizator, przywódca, w szkole, w wojsku, w milicji. Byłem dowódcą drużyny plutonu, prezesem agencji detektywistycznej, prezesem klubu sportowego, miałem doświadczenie w przewodzeniu i czułem się w tym swobodnie. Kiedy zostałem przywódcą w zborze, zrozumiałem, że nie wszystko wygląda tak, jak sobie wcześniej wyobrażałem. Nie jest to tylko wydawanie poleceń. Do kościoła przychodzą, zupełnie dobrowolnie, ludzie, którzy mają jakieś oczekiwania i potrzeby, te potrzeby musza być zaspokojone zgodnie ze Słowem Bożym. Nie dostrzegałem wcześniej zewnętrznych i wewnętrznych konfliktów z jakimi musi uporać się pastor. Później, gdy zostałem starszym (w innym kościele niż obecny), widziałem co dzieje się w radzie starszych i jak wygląda życie pastora. Trochę mnie to ostudziło. Były spory dotyczące prowadzenia zboru i konflikty personalne. Wcześniej miałem nieco idylliczną wizję przywódca w kościele.
Opowiedz o swoich sukcesach w ciągu 10 lat duszpasterstwa.
Za duży sukces uważam to, że udało mi się stworzyć zespół przywódców. Ludzi, którzy wspólnie za mną prowadzą Społeczność. Nie jestem zdany jedynie na siebie, mogę wyjechać na dwa, trzy miesiące i zbór będzie funkcjonował, bo członkowie są do tego przygotowani. Mówię tu o służbie kaznodziejskiej, nauczającej, duszpasterskiej, uwielbiającej. Kiedyś nie było to możliwe, byłem takim “człowiekiem orkiestrą”. Niektórzy wspierali mnie w mówieniu kazań, ale grałem tylko ja, decyzje także podejmowałem tylko ja, obrywałem też ja. Dzisiaj jest inaczej, zaangażowanie jest większe. Uważam to za nasz wspólny sukces. Również to, że w ciągu ostatnich dwóch lat nie utraciliśmy nikogo ze społeczności, pozyskaliśmy nowe osoby i udało nam się stworzyć serdeczną atmosferę. Jednak musimy pamiętać, że nic nie jest dane raz na zawsze i trzeba o to dbać. Cieszę się, że mamy plan rozwoju zboru i korzystamy z niego. Widzę postęp i cieszę się, że 80% celów krótkoterminowych zostało zrealizowanych. To są wspólne sukcesy. Bez Bożej pomocy, bez chęci i przychylności ludzi, mógłbym tylko o nich marzyć.
Jakie były najtrudniejsze chwile w ciągu 10 lat duszpasterstwa?
Na pewno były takie chwile. Szczególnie, gdy ludzie odchodzili ze zboru. Dla każdego pastora to jest bolesnym doświadczeniem. Chociaż powody odejścia były często nieracjonalne i nie mogę winić siebie, to przeżywałem wtedy trudne chwile. Kiedy poszedłem na studia magisterskie, zmienił się mój obraz samego siebie i innych ludzi. O wiele więcej rozumiem, wiem. Dużo dowiaduję się o psychologii, socjologii, pedagogice. To otworzyło mi oczy na wiele aspektów życia. Zawsze wiedziałem co mówi Biblia i mogłem to przedstawić, natomiast brakowało mi lepszej pracy z ludźmi, umiejętności zachęcania. Kiedyś było to takie “nakazowo-rozdzielcze” i dziwię się jak ludzie mogli ze mną wytrzymać. Teraz interesuję się nie tylko tym czy coś jest słuszne ale zwracam uwagę na odczucia ludzi, co oni przeżywają kiedy coś im proponuję. Próbuję pozyskać osobę dla danej idei, a nie mówić: “tak ma być, nie ma dyskusji, bo tak jest napisane w Słowie Bożym”. Pomaga mi to w duszpasterstwie i w ocenianiu samego siebie, czy idę w dobrym kierunku. Ksiądz Szpak na pielgrzymce powiedział mi kiedyś: “Pastor! Jak pokochasz ludzi to ludzie to wyczują i polecą jak pszczoły do miodu.” Do tej pory pamiętam te słowa i modlę się codziennie o miłość Chrystusową, taką mądrą, do Boga i do ludzi. Widzę, że wyciągnąłem wnioski z poprzedniego stylu pastorowania. Bóg pokazał mi nową możliwość. Czasem nie wystarczy wiedzieć, trzeba się jeszcze sobą przerazić i zrozumieć, że coś jest nie tak. Pamiętam wszystkie porażki i do dziś mnie one bolą ale trzeba myśleć o przyszłości.
Jakie są twoje plany dotyczące zboru na najbliższe dni, miesiące, lata?
Przygotowałem, wizję zboru na następne 5 lat. To ma być nasza społeczność, wielbiąca Boga poprzez twórczą ewangelizację, mówienie o Jezusie ludziom zgubionym i dostrzeganie ich potrzeb. Przywództwo będzie stało na jeszcze lepszym poziomie. Ludzie będą uczyć się jak być przywódcami i będą tworzyć przywódców. Sukcesem przywódcy jest stworzyć przywódcę, sukcesem pastora jest pomóc innym w stawaniu się pastorami. Ja mam także sukcesy i bardzo się z tego cieszę. Jak najwięcej ludzi zaangażowanych w różnego rodzaju służby. Świadomi swoich talentów, będą pomnażali je przez korzystanie z nich. Wyobrażam sobie ludzi pełnych pasji dla Boga, nabożeństwa pełne entuzjazmu, gdzie będziemy zwracać uwagę nie tylko na swoje zranienia i potrzeby ale przede wszystkim na Boga. Będą funkcjonować grupy domowe. Nasz zbór jest mały ale mam nadzieję, że będzie dużym zborem, wtedy stajemy przed nowymi wyzwaniami. Moja rola będzie polegać na zachęcaniu, angażowaniu ludzi. Nie muszę być widoczny, chciałbym, żeby jak najwięcej osób mądrych, wiernych Bogu, decydowało o rozwoju naszego zboru. Nie uniknę decyzji organizacyjno-personalnych, jako pastor muszę to robić ale nie chciałbym robić tego sam. Chcę abyśmy uczyli się od siebie usługiwania talentami, żeby nie robiła tego mała grupka “kelnerów” biegnących wokół zboru. Nie chciałbym robić wszystkiego za wszystkich, ani być niewolnikiem wszystkich. Chcę dzielić się z ludźmi odpowiedzialności aby poczuli, że to jest ich własność. Za tym pójdą przywileje. Chcę, aby był to zbór wielonarodowościowy i wielopokoleniowy. Ludzie powinni czuć się w nim dobrze.
Jak rozwijała się twoja społeczność z Bogiem od momentu nawrócenia? Jak wygląda teraz?
Kiedy się nawróciłem, miałem zasadę aby nie dyskutować o sprawach oczywistych, np. o codziennym czytaniu Biblii bez względu na to czy to czuje czy nie. Czytałem codziennie jakiś fragment i zastanawiałem się nad nim. Wiedziałem, że tak trzeba i że z czasem przyjdzie większe poznanie tego o czym czytam. Tak samo jest z modlitwą. Zawsze rozpoczynam dzień od rozmowy z Bogiem i czytania Biblii. Teraz więcej czasu poświęcam na modlitwę, więcej czytam książek natury teologicznej. To powoduje, że moja uwaga jest skupiona na tym co właściwe. Czytanie innych książek także pomaga mi w społeczności z Bogiem, dlatego, że czytając konfrontuję wszystko z Biblią i zastanawiam się jak można przełożyć tę wiedzę na budowanie Królestwa Bożego we mnie i przeze mnie. Moim obowiązkiem jako pastora jest codzienna modlitwa o każdego członka i sympatyka zboru. To wymaga zaangażowania, czasu i wiadomości, co się z daną osobą dzieje. Nawet w małej grupie są różne postawy, a to wymaga jakiejś reakcji. Czasem myślę, że lepiej z Bogiem porozmawiać o danej osobie niż nią o Bogu. Kiedy widzę, a nie rozumiem jakichś zachowań, problemów, to najpierw biegnę do Boga i pytam: “Panie, co z tym problemem zrobić, jak tutaj pomóc?”, a dopiero później idę do osoby i próbuję dowiedzieć się jak sobie radzi z tym problemem.
Jakie są trudności w kontaktach z ludźmi podczas pracy duszpasterskiej?
Celem poradnictwa nie jest to aby pomóc ludziom poczuć się lepiej, ale chodzi o to aby stali się dojrzalszymi chrześcijanami, emocjonalnie, społecznie i duchowo. Najlepszym podręcznikiem psychologii jest Biblia. Moim celem w poradnictwie duszpasterskim jest pomóc stanąć komuś na nogi, ale nie stanąć za niego. Nie jestem w stanie tego zrobić. Dana osoba przy Bożej i mojej pomocy powinna odnaleźć Bożą drogę i przyjąć Jego rozwiązania. Słyszałem o wielu problemach, grzechach, nałogach. Wiem, że ludzie są ludźmi ale niemożliwe jest pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce. Ja szanuję również taki wybór i nie próbuję się narzucać.
Co to znaczy być dobrym pastorem? Czy ty jesteś takim pastorem?
Można być dobrym pastorem będąc dobrym naśladowcą Jezusa Chrystusa. To jest najlepszy sposób aby być dobrym pastorem. Trzeba pełnić wolę Tego, który posłał Jezusa, a nas powołał w konkretnym celu. Kiedy ten cel staje się naszym celem to osiągamy sukcesy. Ja nie mogę oceniać siebie, czy jestem złym czy dobrym pastorem. To ocenia Bóg, który widzi mnie od wewnątrz i na zewnątrz. Także ludzie, którzy korzystają z tej służby, mogą coś na ten temat powiedzieć.
Jakie są twoje mocne strony
Moją mocną stroną jest otwartość, chociaż czasem jestem zbyt otwarty co przeradza się w naiwność. Arystoteles powiedział, że “cnota leży między niedosytem a nadmiarem”. Kiedy jestem zraniony potrafię szybko wybaczać. Kiedyś mówiono, że jestem konsekwentny i zdecydowany. Teraz nie mogę tego o sobie powiedzieć. W sprawach zasadniczych tak, ale w kierowaniu zborem, kiedy zaczynasz liczyć się z opiniami innych ludzi, musisz kłaść korektę na swoje opinie.
Ważne jest to, że bycie pastorem nie jest moim zawodem. Jest to moją pasją. Od siedemnastu lat fascynuję się Bogiem i jestem cały czas “na topie”. Jestem podekscytowany Bogiem i ideą Kościoła.
W jaki sposób mobilizują cię i zachęcają członkowie twojego zboru?
Poprzez twórcze zaangażowanie. Kiedy ktoś przedstawia swoją ideę w pełni miłości i szacunku sposób, bez arogancji i naruszania dobrych relacji. To mnie nakręca, nie czuję się wtedy osamotniony. Kiedy widać takie reakcje to chce się coś robić.
Czego życzyć pastorowi na następne 10 lat?
Na pewno tego, aby nasz zbór mógł rosnąć, zarówno w sensie jakościowym, jak i liczbowym. Abym ja wzrastał razem ze zborem. Abyśmy nie zgubili jakości kiedy będziemy dążyli do ilości, żebyśmy w dążeniu do celu nie zgubili sensu i nie zapomnieli po co zbór istnieje.
Chciałbym lepiej grać na keyboardzie. Chciałbym być szczęśliwy i to szczęście oprzeć na dwóch fundamentach. Na uczestnictwie w niezwykłych wydarzeniach zborowych, w jego rozwoju i na błogosławieństwie w relacjach to znaczy w życiu osobistym. Można życzyć mi sukcesów w życiu osobistym szeroko rozumianym.
Werset biblijny, który jest twoim mottem?
Jest to werset z Ewangelii Jana 15:16: “Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, dał wam.”
rozmawiała Ania Waluś